Chrystus Królem Polski

Biskupi ogłaszają Chrystusa Królem Polski. Trochę jakby z zaskoczenia. Co się wydarzyło, że właśnie teraz o tym sobie przypomnieli? Chrystus Król to dosyć stara figura. Skąd taki pomysł, co miałby on oznaczać - to warte postawienia pytania.

Nowoczesna teologia katolicka zauważa, że tytuły dla osób świętych albo i boskich w poszczególnych epokach była związane z daną epoką. W świecie królestw nazywanie Chrystusa Królem, Maryi Królową, było czytelne.

Stąd zmartwienie nowoczesnej teologii - mówienie o królach i królowych to tytulatura dosyć archaiczna, poza może UK. Jako taka, budzi ona niezrozumienie, poczucie dziwności. Cierpi na tym, martwią się teologowie, skuteczność oddziaływania tej religii, silnie nastawionej na ekspansję.

Z drugiej jednak strony poszukiwania nowego garnituru tytułów honorowych bóstwa idą kiepsko, ponieważ te rzeczy są kwestią tradycji, choćby już nieczytelnej. Tak zawsze było w historii religii, choćby religii greckiej, że wiele obrzędów wykonywano nie znając, nie pamiętając ich pochodzenia czy sensu.

To jest motyw skłaniający duchownych, by przywoływać starą, archaiczną terminologię, bo tak było „zawsze”. Archaizm dodaje splendoru.

Król to władca, Chrystus to Pantokrator, Zarządca Wszystkiego - już w starożytności chrześcijańskiej ukazywano kosmiczny wymiar tej postaci: "Przez Niego wszystko się stało" (Ewangelia Jana, Prolog).

Jest on Królem wszystkich Królów, władcą wszystkich władców. Od Boga, czyli od Niego, pochodzi wszelka władza.

W tym też sensie jest Królem Polski. Bo jest Królem wszystkich i wszystkiego.

Odczuwamy jednak pewien dysonans dowiadując się, że oto nagle i niespodziewanie polscy biskupi osobiście będą namaszczać Chrystusa na Polskiego Króla.

Zapytajmy więc dociekliwie dlaczego hasło "Chrystus Królem Polski" jest zgrzytem albo wręcz niestosownością wewnątrz katolickiej tradycji?

Po pierwsze, po 50 latach socjalizmu mamy dosyć egalitarystyczną mentalność, tytuły królewskie itp. to jednak raczej muzeum ciekawostek.

Po drugie, brzmi to jak pomniejszanie zasług. Jeśli mamy dajmy na to Królową Brytyjską, tytułujemy ją Królową Anglii, Walii… itd., a nie zaczynamy od tego, że jest honorowym obywatelem Kępna, czy patronem klubu szachowego w P... Dolnych.

Wnioski:
1. Chrystus jest Bogiem i w tradycji katolickiej unika się używania go do bycia patronem pomniejszych bytów jak narody, lądy itp. To jest przypisywane Matce Króla, i świętym patronom. Stanisław patron Polski, Wojciech. Inne kraje mają często swoich pierwszych władców za (Wacław w Czechach itp.) Tak zachowuje się właściwy porządek rzeczy w tradycji katolickiej. Są patroni uniwersalni i lokalni. Nie należy tego mieszać.

2. Ogłoszenie: "Chrystus Królem Polski" to objaw megalomani osadzonej na kompleksach, sposób leczenia polskiej duszy przy pomocy lekarstwa nadmuchiwanego do niemożliwości balona. Takie wykorzystanie religijnego tytułu może być uznane nadużycie, w istocie jest bowiem poniżeniem Króla Wszechświata. Oddaniem chwały raczej swoim zakompleksionym trzewiom, aniżeli Boskiej Osobie. W języku religijnym mówić tu można by o profanacji. W takiej interpretacji rzeczywisty sens aktu koronowania Chrystusa na polskiego króla pozostaje ukryty, i jest przeciwny do deklarowanego.

Megalomania ma źródło w kompleksach, poczuciu niższości. Lekarstwem na poczucie niższości jest zrozumienie i akceptacja ograniczeń, jakim się podlega. Niechęć do uznania tego definiowana jest w katolickiej teologii jako pycha (superbia). Ogłoszenie Chrystusa Królem Polski jest więc - co wynika niechybnie z powyższych przesłanek - przejawem pychy ogłaszających. Objawem braku umiaru, nieznajomości właściwej miary rzeczy.

To jak chęć pana Morawieckiego przebicia Volkswagena w produkcji samochodów elektrycznych. Nieśmiertelne "zastaw się a postaw się".

Nieznajomość właściwej miary jest źródłem przesady, podeptaniem reguły zdrowego rozsądku, zwanej niekiedy także zasadą złotego środka - aurea mediocritas.
Trwa ładowanie komentarzy...