Embrion nie jest człowiekiem - uczy Tomasz z Akwinu

Tomasz z Akwinu, wielki teolog katolicki, którego doktryna jest jednym z najważniejszych źródeł katolickiej doktryny, uznawany przez Sobory katolickie, za najtrafniejsze źródło wiedzy o katolickiej doktrynie, pisał, że embrion w pewnym momencie nie jest człowiekiem.

Sprawa jest skomplikowana, biologiczna wiedza pochodząca od Arystotelesa opisana w tekstach tego teologa, połączona musiała zostać z katolickim dogmatem o tym, że Bóg stwarza nieśmiertelną duszę ludzką. Że innymi słowy, duszy nieśmiertelnej nie da się przekazać w nasieniu, że jej tam w tym nasieniu nie ma, nie ma też tym bardziej w kobiecej krwi, uważanej przez Arystotelesa za podłoże (tworzywo materialne) embrionu. Więcej jest zdrowego rozsądku w tych teoriach operujących ograniczoną wiedzą przyrodniczą, choć opartą na wnikliwej obserwacji, aniżeli we współczesnym katolickim podejściu do biologii, które chce widzieć człowieka w zarodku.


Oto ciekawy cytat z „De potentia Dei”:

q. 3 a. 9 ad 9
„Et sic primo inducatur anima vegetabilis; deinde ea abiecta, inducatur anima sensibilis et vegetabilis simul; qua abiecta, inducatur non per virtutem praedictam sed a creante, anima quae simul est rationalis sensibilis et vegetabilis. Et sic dicendum est secundum hanc opinionem quod embrio antequam habeat animam rationalem, vivit et habet animam, qua abiecta, inducitur anima rationalis. Et sic non sequitur duas animas esse in eodem corpore, nec animam rationalem traduci cum semine”.

„[W procesie zapłodnienia] najpierw tworzona jest dusza wegetatywna, następnie zostaje ona odrzucona i wprowadzona zostaje dusza zmysłowa i wegetatywna równocześnie, następnie i ona zostaje usunięta i wprowadzona zostaje, nie przez wyżej wspomnianą siłę [biologiczną], lecz przez stworzyciela, dusza, która jest zarazem rozumna, zmysłowa i wegetatywna. Wedle tej opinii trzeba powiedzieć, że embrion zanim posiądzie duszę rozumną, żyje i ma duszę, po której usunięciu, wprowadzona zostaje dusza rozumna. Nie ma więc dwóch dusz w tym samym ciele, ani nie można powiedzieć, że dusza rozumna (ta nieśmiertelna – dop. wł.), wprowadzona zostaje przez nasienie”.

Komentarz. To oczywiście zawiła historia, nie sposób tutaj wprowadzić w problematykę starożytnej biologii Arystotelesa, która tutaj jest przyjmowana. Jedno jest jednak dobitnie wyraźne: embrion nie jest człowiekiem w pełni. Co wydaje się zgodne ze zdrowym rozsądkiem także dziś, kiedy znamy już dokładnie biologiczny mechanizm zapłodnienia. Wyjaśnia to dalszy fragment:

q. 3 a. 9 ad 10
„Embrio antequam habeat animam rationalem non est ens perfectum, sed in via ad perfectionem; unde non est in genere vel specie nisi per reductionem sicut incompletum reducitur ad genus vel speciem completi”.

„Embrion, zanim posiądzie duszę rozumną nie jest czymś skończonym (dopełnionym), jest w drodze do dopełnienia się; nie należy więc do gatunku czy rodzaju [ludzkiego] inaczej jak na zasadzie redukcji. W ten sposób coś niepełnego sprowadzone zostaje (zredukowane) do rodzaju czy gatunku pełnego”.

Komentarz: Znów zawiła wypowiedź. Ale można to wyjaśnić prosto. Embrion nie należy do gatunku ludzkiego, jeśli należy to na zasadzie czegoś jeszcze niedorobionego, które jako takie może być sprowadzone do rodzaju czy gatunku w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie wiem czy to coś wyjaśnia?

Jedno jest pewne: embrion bez duszy rozumnej nie jest człowiekiem w pełni, bo nie ma duszy rozumnej. Nie chodzi tylko o to, że on nie ma mózgu, nie ma samej duchowej istoty człowieczeństwa, która w tej doktrynie jest czymś kluczowym.

Jeszcze inny cytat:

q. 3 a. 9 ad 12
„Embrio ante animam rationalem vivit et animam habet”.

„Embrion zanim posiądzie duszę rozumną żyje i ma duszę”

Wnioski

Istnieje wedle dosyć abstrakcyjnej, opartej na spekulacji, ale precyzyjnej doktryny okres w życiu płodu, kiedy nie jest on człowiekiem, nie należy do gatunku ludzkiego w pełni, bo nie ma duszy rozumnej. Dusza jest tu rozumiana jako forma, istota tego czym jest człowiek. To abstrakcyjny sposób myślenia, spekulatywny (no bo to jest filozofia operująca abstrakcyjnymi pojęciami, właśnie takimi jak istota człowieka, treść bycia człowiekiem itd.). Tak czy inaczej, jest okres, kiedy płód poroniony (abortivus), nie jest człowiekiem z nieśmiertelną duszą, która idzie do nieba.

To może pocieszające także dla wierzących kobiet, które aktywne seksualnie nie muszą się martwić, że przy każdej miesiączce, mogącej być przecież efektem nie zagnieżdżenia się w macicy zarodka, kolejne jej dziecko z nieśmiertelną duszą idzie do nieba, albo nie wiadomo gdzie (tzw. limbus puerorum jako doktryna został ostatnio przez papieży odrzucony). Nie jest więc embrion dzieckiem, jest potencjalnie dzieckiem, człowiekiem. A ta archaiczna doktryna jest bardziej inteligentna, niż współczesne katolickie ujęcia, które nie radzą sobie intelektualnie z uchwyceniem tego, czym jest proces ciągłej zmiany. Dlatego, na wszelki wypadek, zachowawczo, utożsamiają zarodek ludzki z człowiekiem.

A swoją drogą doktryna katolicka, która ma za dogmat stwarzanie każdorazowe nieśmiertelnej duszy przez Boga w procesie prokreacji, mogłaby się wysilić i wyjaśnić tą kwestię. Kiedy Bóg stwarza nieśmiertelną duszę? Czy naprawdę w momencie połączenia się jaja i plemnika? Czy to nie prowadzi do absurdów. Niebo zapełnione miliardami nieśmiertelnych dusz, które nigdy nie wyszły z fazy bycia zarodkiem, nie miały serca, oczu, mózgu, nic z ciała, nigdy nie zaznały choćby w formie wstępnej człowieczeństwa.

Dogmat katolicki w tej sprawie milczy, bo nie wie co powiedzieć. Zamiast wyjaśniać, woli się dziś uprawiać nagonki. Tymczasem trzeba wysilić mózgi, a nie pięści.
Trwa ładowanie komentarzy...